
Idziemy na ryby
Most w Dolistowie, to miejsce od którego wszystko się zaczyna. Mamy trzy możliwości: ruszyć w górę rzeki, w dół, lub zejść z mostu i iść przed siebie.
Pierwsza prosta aż do zakrętu, , to odcinek szczególnie dobry na jesienne szczupaki.
Koryto po stronie wsi, ma koło 2-3 metry głębokości, a woda płynie stosunkowo wartko.
Brzeg ten praktycznie nie zarasta przez cały rok. Jest to dobre stanowisko kleni, boleni
(miałem tu dwukrotnie niezłego byka, ale dałem ciała) i szczupaków.
Oczywiście najlepszym rozwiązaniem jest posiadanie łódki, ale gdy jej nie ma,
to po sforsowaniu pierwszego rowu, zaraz za mostem (jest to możliwe w woderach i
przy niskim stanie wody, czasem leży tam kładka), otwiera się przed nami możliwość
kilku kilometrowego marszu ze spinningiem i niczym nieskrępowanego rzucania, aż do
Zabielskiego Rowu. Latem sytuacja się pogarsza, gdyż płytsze odcinki porastają w całości
zielskiem i jest to czas wyszukiwania tzw. jam. Tam zawsze można na coś liczyć.
Trzeba pamiętać, że brzegi torfowe mają tendencję do obrywania się i wpadania do wody.
Ostrożnie !!! Tak powstają popularnie zwane przez miejscowych "wrępy".
Ale to właśnie w ich okolicy czają się największe klenie i jazie, i tu są stosunkowo bezpieczne.
Nic im nie zrobią "szmatami". Nie da się ich stamtąd wyłuskać.
Czmychają szybko pod torfowe rumowiska, gdy tylko spłoszy je jakiś niepokojący dźwięk.
Dlatego należy pamiętać,
że torfowe podłoże trzęsie się i z daleka oznajmia nasze przybycie.
Jest to ważna zasada na całej Biebrzy.
Drugi brzeg rzeki (od strony Parku) jest o wiele dostępniejszy dla wędkarzy,
gdyż praktycznie droga ciągnie się wzdłuż koryta rzeki i wszędzie można dojechać samochodem.
Jest to o wiele wygodniejsze dla zasiadki z przepływanką, lekką gruntówką lub laską.
Niestety minusem jest trzęsący się brzeg w momencie, gdy przejeżdża jakieś auto.
W miejscu gdzie droga prawie dotyka do brzegu (np: nasz stary dobry zakręt),
dębowe leszcze brały najchętniej w momencie przetaczania się ciągnika z sianem.
Trzęsie się wtedy wszystko, a jednak rybom to nie przeszkadza. Chyba się przyzwyczaiły.
Z wyjątkiem sumów. Tych już na tym odcinku Biebrzy nie uświadczy.
Żwirówka do Augustowa przepłoszyła je na zawsze.
A kiedyś przecież były, opowiadał mi o nich mój Dziadek ( był po wojnie flisakiem i
rybakiem na Biebrzy). I tak dojdziemy aż do Jesionowa, gdzie droga odbija od koryta,
by później powrócić aż przy kanale Augustowskim, w Dębowie, przy śluzie.
Ale tu już jest ucywilizowana asfaltem.
Nie mam doświadczeń z lekką wędką na tym odcinku, ale słyszałem opowieści o występujących tu leszczach i płociach.
Zresztą, potwierdzają to osoby, które często spotykałem na tej prostej.
Ciągnie się ona aż do kościoła, a następnie przechodzi w kilkusetmetrową piaszczystą rafę,
niezbyt głęboką ale za to bogatą w ryby. Nie miałem tu co prawda nigdy spotkania z potworami,
ale pogłowie klenia jest tu naprawdę imponujące. Polecam przepłynięcie łodzią po tych piaszczystych,
poprzetykanych zielskiem łachach. Jeśli to możliwe to w polaroidach, ale i bez nich można napatrzyć
się na czmychające klenie, jazie, płocie, a nawet bolenie. Jest tutaj tego naprawdę sporo.
Na wysokości Nowego Dolistowa, rzeka powraca do poprzedniego wyglądu, ale w stosunku
do górnego biegu,
tu płynie jakby szybciej. Wydaje mi się że jest bardziej odporna na zarastanie.
Dla odmiany mniej uczęszczany jest brzeg od strony bagien (trzeba daleko iść od mostu).
Na drugi brzeg (od strony wsi ) można dojechać samochodami, z czego wielu wędkarzy skwapliwie
korzysta. Ja wybieram jednak marsz po brzegu mniej dostępnym. Często mam po prostu rzekę dla siebie.
Można tak iść aż do Kopytkówki (mały dopływ). Jednak aby ją przejść należy odbić wzdłuż niej od
koryta o kilkaset metrów i odszukać nawiezione przez rolników bale, po których można już spokojnie
przejść. Za Kopytkowką zaczynają się wspaniałe starorzecza, ale niestety niedostępne z brzegu.
Można do nich wpłynąć łódką jedynie od strony Wrocenia.
Generalnie Biebrza to wspaniałe łowisko ale niestety tylko wiosną i jesienią.
Latem rzeka praktycznie stoi, roślinność tak znacznie spowalnia nurt.
Dzięki temu jednak, rzeka trzyma praktycznie cały czas zadowalający poziom wody (nie spływa),
a ryby mają praktycznie letni okres karencji, co z resztą jest zauważalne na brzegach.
Wędkarzy w lato jest niewielu. Moja recepta, to trzeba znaleźć sposób na wyciągnięcie ryb z ziela.
Innej rady nie ma, trzeba ich szukać za pomocą różnych sposobów właśnie tam i stamtąd je wydłubywać.
Bo że są, to pewne. Wystarczy popływać po tych roślinnych kożuchach a wątpliwości się rozwieją.
Zakład...? Na co łowić ? Z przynęt sztucznych na pewno woblerki (raczej małe), obrotówki i oczywiście gumki.
Przynęty naturalne to jak wszędzie białe robaki, kukurydza, gnojaki i ciasta.
Miejscowi często łowią na pszenicę, ale są to na ogół niewielkie ryby.
Wiele osób pyta mnie często o komary. Są i jest ich dużo.
Dostępne środki chemiczne, działają jednak na nie w sposób zadowalający i nie są przez to uciążliwe.
No, może trzeba się pryskać trochę częściej. Jeszcze jedna ważna rzecz, zwłaszcza jeśli chodzi o
porę ciepłą. Polecam coś od słońca. Nad rzeką nie ma praktycznie cienia.
Nie ma drzew. Przy dużej patelni, już po kilku godzinach możemy mieć kłopoty.
Miejscowych jednak nie rusza. Dolistowiacy to naród życzliwy i zżyty z rzeką od lat.
Dlatego traktują ją jak swoją, ale z drugiej strony trudno im się dziwić. Rzeka, to od zawsze
pasza dla krów (bujne biebrzańskie łąki), opał na zimę (samodzielnie kopany od wieków torf) i
ryby, na które co raz chętniej chodzą z wędkami. Ostatnia uwaga, przestrzegam przed burzami. Są na Bagnach nad wyraz gwałtowne, a nie bardzo jest sie gdzie skryć, zwlaszcza jak trzymamy w ręku weglówkę.
Konkludując, jeśli nie uda się połowić ( no cóż, nie zawsze Pan pobłogosławi ), mogę przecież wrócić do domu i pójść nad wspaniałą Narew.
Ta rzeka nigdy nie zawodzi, ale to już zupełnie inne klimaty.